Myśl o pisaniu swego rodzaju "dziennika z podróży" pojawiła się w mojej głowie dawno temu... Mniej więcej wtedy gdy zasmakowałam magii odkrywania nieznanego i związanego z nią, niesamowitego dreszczyku emocji. Sama nie wiem dokładnie kiedy to się stało, ale wpadłam po uszy.
Pomysł ten towarzyszył mi, aczkolwiek (jak to zwykle bywa) brakowało czasu, motywacji, natchnienia... ale najbardziej brakowało odwagi do tego by podjąć to wyzwanie.
Otrzymując wiadomość akceptującą mój wyjazd w ramach umowy bilateralnej do Korei Południowej, wiedziałam, że lepszej okazji na rozpoczęcie tej blogowej przygody nie znajdę.
Nie do końca wiem, jaki kierunek obejmie to pisanie. Na razie będzie to eksperyment poprzez który chciałabym w pewnym stopniu zaspokoić ciekawość moich najbliższych, którzy to zachodzą w głowę czy ja już całkiem zwariowałam... :) A mówiąc zupełnie poważnie, chciałabym tym wszystkim za którymi tęsknię, i żałuję, że nie spakowałam ich do walizki, pokazać to co widzę i czuję tu i teraz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz