wtorek, 4 października 2016

Kilka słów o Seulu.

Korea Południowa, Seul.

Po dokładnie miesiącu mieszkania w Korei w końcu dotarłam do stolicy. Seul to jedno z czołowych miast pod względem liczby ludności na świecie. Jego wielkości też imponuje, weekendowy wypad połączony z życiem nocnym i spotkaniami ze znajomymi, to zdecydowanie za mało! Podróż z Gwangju do Seulu zajmuje 3,5 godziny autobusem, co daje nadzieję, że niedługo tam wrócę.

Dotarłyśmy do hostelu w dzielnicy Hongdae - pobliskie uniwersytety sprawiają, że jest to dzielnica ewidentnie studencka. Mnóstwo sklepów, kawiarni, knajp, hosteli, pubów i klubów.

Ze względu na ograniczenia czasowe zjadłyśmy szybko pyszny japoński ramen i ruszyłyśmy metrem do centrum. Wysiadłyśmy w okolicy "City hall" i odrazu poczułyśmy klimat Seulu. Szerokie ulice, wysokie budynki, migające reklamy, eleganckie hotele, restauracje, kawiarnie... Na środku skweru stało mnóstwo ludzi wpatrujących się w profesjonalny występ akrobatów. Wyglądało to tak spektakularnie, że koniecznie musiałyśmy to sprawdzić. Całkiem przypadkiem trafiłyśmy na "Seoul Street Arts Festival". Festiwal odbywał się w całym mieście, składał się z instalacji, występów tanecznych, teatralnych i akrobatycznych.

Na placu obejrzałyśmy dwa pokazy. Tuż obok znajdował się pięknie oświetlony Deoksugung Palace, otoczony parkiem. Pałac aktualnie jest tylko atrakcją turystyczną, ale kiedyś był bardzo ważnym dla koreańczyków miejscem, odbywały się tu spotkania z królem. Na terenie parku kręcony był akurat popularny program telewizyjny, udało nam się więc posłuchać na żywo tradycyjnej koreańskiej muzyki. Po krótkim spacerze kierowałyśmy się do Cheonggyecheon Stream.

Pierwszy raz zobaczyłam to miejsce w jednym z vlogów Krzysztofa Gonciarza, potem opowiadały mi o nim znajome z Korei. Koniecznie chciałam się tam wybrać! Gdy dotarłyśmy na miejsce okazało się, że znajduje się tam kolejna instalacja...

To co ukazało się naszym oczom, przeniosło nas do innej krainy. Dosłownie odebrało mowę. Instalacje zbudowane były ze świec, w powietrzu unosił się piękny zapach, w oddali grała muzyka, a środkiem powoli płynął strumyk. Nie chciało się wierzyć, że jesteśmy w tym ogromnym mieście. Obie czułyśmy się jak kadrze najpiękniejszej bajki. Próbowałam uchwycić ten moment na zdjęciach, jednak nie da się tego przenieść. W tym przypadku obraz to zdecydowanie za mało.

Wieczór na Hongdae, to zabójcza dawka inspiracji tanecznych. Przypatrywanie się bitwą koreańskich tancerzy rozłożyło mnie na łopatki. Stylizacje, muzyka, ruchy i ten klimat... Aż się łezka kręci w oku :D (Kuki mam nadzieję, że kiedyś Cię tam zobaczę!)

Podsumowując.
Pierwsze godziny w Seulu uświadomiły nam co znaczy "życie w wielki mieście". Na każdym rogu coś się dzieje. Każdy skwer, każda uliczka oferuje ogromnie dużo, czasem, aż za dużo. Oczy biegają na prawo i lewo, a ty nie wiesz czy iść dalej, czy po prostu zatracić się w tej chwili.

Japoński ramen, jeśli zastanawiacie się jak smakuje to cudo polecam YetzTu w Poznaniu! (https://www.facebook.com/yetztupoznan/?fref=ts)




Bajeczny Cheonggyecheon Stream *.*



Nasz 9. osobowy pokój, kreatywnie! 








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz