Hong Kong, dzień drugi.
Po kilku godzinach spacerowania i przypatrywania się poniedziałkowej codzienności, wsiadam w piętrowy tramwaj i ruszam do celu. Z nawigacją w ręku i sporym zapasem czasu szukam kolejki na wzgórze Wiktorii, w pędzącym tłumie zadzieram głowę. Przekonana, że moja orientacja w terenie daje radę, zerkam na nawigacje... No i stało się. Rozglądam się wokół i nie mam pojęcia gdzie jestem.
Krążąc tak po miejscach do których pewnie bym nie zawędrowała, mogę szczerze powiedzieć - nie żałuję. Na wzgórze dotarłam ze sporym opóźnieniem, zachód słońca pokrzyżował trochę moje pierwotne plany, ale mam jeszcze kilka dni :)
Więc może czasem warto...
PS At least this you will understand! Thank you for your company in this killing queue, safe way back home!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz