piątek, 7 października 2016

I CO TERAZ?

Korea Południowa, Seul.

Najbardziej stresująca rzecz, jaka może się przydarzyć w dalekiej podróży to ewidentnie zgubienie paszportu. Paszportu który pozwoli Ci zameldować się w hostelu, wrócić do domu, a szczególnie tego w którym jest wiza. Jeśli stanie się to faktem, w głowie mamy tylko jedno pytanie „I CO TERAZ?”

Carli otworzyła plecak i z paniką w oczach, w milczeniu wyrzucała z niego wszystkie rzeczy. „Chyba zgubiłam paszport…”. Próbując zachować zimną krew, z udawanym spokojem przeglądałam wszystkie jej rzeczy. Następnie nasze plecaki, torby, kosmetyczki, łóżko... 

Paszportu niestety nie było. W naszych głowach pojawiło się owe - „I co teraz?”

Carli zadzwoniła do ambasady. Ich słowa nie pocieszały. Sytuacja nie była bez wyjścia, ale nie był to najłatwiejszy i najtańszy proces. Pierwszą rzeczą jaką musiałyśmy zrobić było zgłoszenie zguby na policji. 

Gdy doszłyśmy na najbliższy posterunek okazało się, że nie jest to ten w którym zajmują się takimi rzeczami. Starszy policjant starał się nam wytłumaczyć, gdzie mamy pójść. Opis drogi był tak skomplikowany, że zielonego pojęcia nie miałyśmy jak tam dojść. 

I wtedy z nieba spadł nam młodziutki policjant, mówiący po angielsku. „Poczekajcie, wezmę parasol i pójdę z wami”. I tak szłyśmy za nim w labiryncie wąskich uliczek jakieś 10 minut. Policjant pytał o prawdopodobne miejsce zgubienia. Carli niestety nie miała pojęcia. „Gdybyś wiedziała gdzie to się stało, sprawdzilibyśmy CCTV i namierzyli zgubę, ale w tym przypadku szanse są praktycznie zerowe”. 

Ludzie na ulicy z niekrytym zaciekawieniem spoglądali w naszą stronę. „Co się stało tym dwóm „blondynką”, że prowadzi je policjant...”.

Na komisariacie Carli musiała wypełnić wniosek. Podawała cierpliwie wszystkie dane, gdy nagle ktoś zapytał: 
-„Jakiego koloru jest twój paszport?”  
-„Ciemnoczerwony”
-„To chyba mamy go w bazie rzeczy znalezionych, widzę na stronie jeden Holenderski paszport, znaleziony wczoraj. Zaraz tam zadzwonię i sprawdzę szczegóły.”

Rozmowa trwała prawdopodobnie kilka minut, siedziałyśmy jak na szpilkach przysłuchując się tej koreańskiej dyskusji.

„Myślę, że to twój paszport. Musisz jutro pojechać do tego punktu i sprawdzić to osobiście”. 

Udało się! Zapewne możecie wyobrazić sobie radość Carli. Miała dosłownie ochotę wyściskać ich wszystkich z całych sił :D 

I tu w mojej głowie pojawia się kolejna mądra myśl. 

Historia kończy się happy enden, tylko ze względu na kilka serdecznych osób. Kogoś kto znalazł paszport i poczuł się do przekazania go w odpowiednie miejsce. Uroczego policjanta, który pomógł nam znaleść drogę. Miłą kobietę na komisariacie, która wytrwale przeszukiwała bazy danych. Same nie znalazłybyśmy go nigdy. Tak, dokładnie to chce powiedzieć… RAZEM MOŻEMY WIĘCEJ!    

Seul, Gangam



Kakao friends - Apeach

Kakao friends - Ryan

W drodze na komisariat. ;)






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz