wtorek, 11 października 2016

Typowy koreański weekend.

Korea Południowa, Gwangju.

Korea - mały kraj który oferuje niesamowicie wiele. Ostatnimi czasy koreańska moda i kosmetyki, o jedzeniu nie wspominając podbijają światowe gusta. Szokujące i bardzo interesujące. Nie mam pojęcia jak oni to robią, ale do mnie też trafiają. Pierwsza miłość to ich styl, który codziennie mnie inspiruję. Kolejna to jedzenie, które początkowo było stanowczo za ostre, ale z każdym kocham je coraz bardziej. No i w końcu kosmetyki. Nie jest ze mnie jakaś wielka pasjonatka, ale tutaj nie da się pozostać obojętnym. Aaa! Prawie bym zapomniała! Trzeba jeszcze wspomnieć o całej kulturze gier alkoholowych. Jestem naprawdę pod wrażeniem kreatywności ich twórców :D

Korzystając z weekendu w Gwangju obok nauki na zbliżające się egzaminy, postanowiłam sprawdzić co robią tutaj miejscowi. 

W piątek wybrałyśmy się z Yeseo do centrum na zakupy, kolacje i kawkę. Wszystkie trzy punkty wieczoru zaliczam do jak najbardziej udanych! 

Koreańskie butiki są świetne. Jakość materiałów pozytywnie zaskakuje. Ciekawa obserwacja - na większości metek (jeśli nie na wszystkich) jakie zarejestrowałam widniał napis „Made in Korea”. Co jest dużym zaskoczeniem po wszystkich chińskich, bangladeskich, wietnamskich… produkcjach do których przywykłam. Fakt, że mam ze sobą tylko jedną walizkę, jest jedynym głosem rozsądku! ;) 

Kolacja oczywiście nie obyłaby się bez miseczki ryżu, a ukryta kawiarnia uraczyła nas popularną „green tea latte”, sernikiem z figami i uroczym macaronickiem, oczywiście też o smaku zielonej herbaty. Pyszności! 


Sobotni wieczór spędziłyśmy na tradycyjnym koreańskim markecie objadając się street foodem. Fishcake soup, koreańskie naleśniki z kimchi, ddeokbokki - rice cake w pikantnym czerwonym sosie, kurze łapki, takoyaki - japońska przekąska, smażone w specjalnej maszynie kulki z kawałkiem ośmiornicy w środku i koreańskie „warstwowe” ciasto o smaku zielonej herbaty ;) Oprócz jedzenia na markecie możemy posłuchać muzyki, poczytać książki siedząc w namiotach i zakupić ręcznie robione cudeńka. 

Z wypełnionymi brzuchami dojechałyśmy do centrum i usiadłyśmy w jednym z barów. W pewnym momencie podeszła do nas grupka koreańczyków „Hej chciałybyście może do nas dołączyć siedzimy na górze”. I tak korzystając z naszej „egzotycznej” urody załapałyśmy się na serię koreańskich gier alkoholowych i darmowy somaek (soju+maekju=piwo). Chłopcy choć sympatyczni z angielskim mieli spory problem, więc gratuluję odwagi i wyobraźni :DD


Bankomat w środku butiku - czemu nie? ;)



Ddeokbokki - rice cake w pikantnym czerwonym sosie.



Naleśnik z kimchi i ddeokbokki

Kurze łapki ;)

Takoyaki

koreańskie „warstwowe” ciasto o smaku zielonej herbaty *.*


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz