Osobiście uwielbiam planować wiele rzeczy. Zaczynając od tego co zjem jutro na drugie śniadanie, przez terminarze naukowe (których realizacja idzie mi marnie), a kończąc na wszystkich planach podróżniczych, do których jestem najbardziej zdeterminowana.
Kilka dni temu napisała do mnie znajoma z Korei studiująca w innym mieście, że przyjeżdża do Gwangju, aby się ze mną spotkać. "Cudownie! Okej to gdzie mogę ją zabrać..." Moje myśli powędrowały bardzo szybko do tworzenia planów, ale po chwili zdałam sobie sprawę jak zabawna jest ta sytuacja. Polka oprowadzająca Koreankę po Korei... Dałam więc na wstrzymanie.
Yeji przyjechała do nas popołudniu, spotkałyśmy się o 18 na wspólną kolację. Zaraz po tym zgodnie z ulubioną tradycją Koreanek (moją też) wybrałyśmy się do kawiarni. Mając na względzie tutejsze zamiłowanie do uroczych miejsc, z fotogenicznymi deserami nie było ciężko trafić do tej niebiańskiej kawiarni. Każdy z serwowanych napojów udekorowany jest chmurką z waty cukrowej. Z jedzenia tego słodkiego ulepku wyrosłam dawno temu, no ale nie potrafiłam sobie odmówić tego azjatyckiego wynalazku.
Popijając podniebne napoje. Dziewczyny wymyślały kolejne miejsca które możemy odwiedzić. Lista była długa. Mini strzelnica, mini baseball, kawiarnia w której możemy łowić ryby, salony gier... Tak więc spędziłyśmy wieczór w azjatyckim stylu. Właściciel strzelnicy z politowaniem patrzył na mój marny wynik, ale ostatecznie zgodnie z zasadą "przychylności dla blondynek", wręczył mi małego różowego chomiczka haha W salonach gier nie miałam z nimi szans, SoHyun zdradziła mi że w podstawówce grała w 'Ruby Mix' praktycznie codziennie. Muszę przyznać, że lata praktyki nie poszły na marne :D
Ty też nigdy waty nie jadłaś ;)
OdpowiedzUsuńNIGDY... Kupisz mi jak wrócę? ;)
UsuńOczywiscie 😜
Usuń