Mniej więcej rok temu wracałam spacerem z uczelni. W okolicy Placu Wolności zauważyłam grupkę Azjatów dyskutujących przed wejściem do knajpy. Nie byłam pewna, ale miałam wrażenie, że są oni z mojej uczelni. Nie wahając się podeszłam do nich i zapytałam czego szukają. Szukali jakiejś włoskiej restauracji, chcieli po prostu zjeść dobry makaron. Zaproponowałam, że zabiorę ich do pobliskiej knajpy. W drodze zapytali czy chciałabym zjeść z nimi. "Hmm czemu nie.." weszliśmy, pomogłam im z polskim menu, zjedliśmy obiad, a potem jeszcze pyszny deser.
Bez dwóch zdań ten dzień był tym, który sprawił, że dziś jestem tutaj. Wspomniana grupka Azjatów to studenci z Korei, z Korei o której rok temu wiedziałam tylko tyle, że jest podzielona na północną i południową, że produkują technologiczne cudeńka i jedzą psy.
Drugi dzień w Seulu zaaranżowany był w pełni przez mieszkającą tam Hyon. Hyon poznałam właśnie tego dnia na "włoskim" obiedzie. Gdy tylko dowiedziała się, że przyjadę do Korei, wciąż dopytywała kiedy odwiedzę jej miasto. Liczyłam na wspólny obiad czy kolację, ona jednak miała inny plan.
Wspólnie z koleżanką rano przyjechały po nas do hostelu (martwiła się, że nie damy sobie same rady z metrem <3). Pierwszy przystanek to Bukchon Village, jest to okolica małych domeczków z typowymi koreańskimi dachami. Wąskie uliczki, sklepiki z pamiątkami i małe kawiarenki. Dookoła spacerują turyści, część z nich w wypożyczonych Hanbokach (tradycyjnych strojach).
Potem zabrały nas na przepyszny lunch! Czerwona (czyt. super pikantna) zupa z tofu i cała gama dodatków. Razem z Carli po zjedzeniu tego wszystkiego pękałyśmy w szwach. Dziewczyny nie dawały za wygraną i raczyły nas tradycyjnymi słodkościami kupionymi z budkach street foodu.
Kolejny przystanek to Gyeongbokgung Palace. Wow, wow i jeszcze raz wow! Jest to największy z wszystkich koreańskich pałaców i bez dwóch zdań najpiękniejszy! Spacerem przemieszczałyśmy się po kolejnych częściach miasta. Dziewczyny pokazały nam "artystyczną" okolicę w pobliżu stacji Hyehwa, z poukrywanymi na ścianach malowidłami i innymi cudami przy których można robić sobie zdjęcia. Zachód słońca obserwowałyśmy z Naksan Park, spacerując wzdłuż pięknie oświetlonego muru.
Dzień był cudowny! Dziewczyny był najlepszymi przewodnikami jakich mogłyśmy sobie wymarzyć!
I myślę, że tutaj powinnam napisać coś mądrego!
Czasem najzwyczajniej nam się nie chce. Uważamy, że nie warto wychodzić przed szereg, nie warto dawać więcej niż trzeba. Hmm może. Ja jednak głęboko wierze w to, że całe dobro, które komuś przekażemy wróci do nas ze zdwojoną siłą. Tak więc nie wahajcie się, otwierajcie oczy i serca, zwłaszcza na tych których jeszcze nie znacie. Kto wie, może za rok lub dwa to oni będą otwierali je na was... :)
Gyeongbokgung Palace
Bukchon Village, nowożeńcy w Hanbokach.
Urocza Hyon :))
Naksan Park

Twój blog jest bardzo ciekawy. Mam nadzieję, że dalej będziesz dodawać nowe wpisy. Również studiuję na UE i chciałabym wyjechać do Korei. Czy gdybym miała jakieś pytania odnośnie wyjazdu to mogę się z Tobą jakoś skontaktować? :)
OdpowiedzUsuńDziękuję Ci, bardzo mi miło! Oczywiście gdybyś miała jakieś pytania, służę pomocą! Najłatwiej będzie przez mój funpage na facebooku https://www.facebook.com/twojeyoutro/?ref=aymt_homepage_panel
Usuń